XI Bieg Skawiński – 11.05.2013 | PogoriaBiega.pl

XI Bieg Skawiński – 11.05.2013

Jeśli ktoś na początku sezonu biegowego 2013 zapytałby mnie na jakim dystansie będzie Ci najtrudniej poprawić życiówkę, to odpowiedziałbym bez wahania, że na dystansie 10 km. Wynik poniżej 38 minut uzyskałem tylko trzy razy, więc wydawało mi się, że czas jaki musiałem pobić będzie ciężki do uzyskania. Nie mniej po kilku udanych startach z początku sezonu jechałem do Skawiny z nastawieniem walki o życiówkę.

W samo południe czterech odważnych spotkało się pod halą Centrum. Każdy z nas miał inne cele na ten bieg. Norbert dzień wcześniej startował w półmaratonie Koniczynki, więc jechał z nastawieniem, by potraktować ten start czysto treningowo, Wolfi chciał złamać 40 minut, no a Krzychu tak jak ja chciał pobić życiówkę. Cieszyło mnie to bardzo ponieważ na dystansie 10 km jest mocniejszy ode mnie i stwarzało to możliwość podpięcia się pod Krzyśka w czasie biegu.

W tym roku Skawina przywitała nas pogodą praktycznie idealną do biegania. Zachmurzone niebo, temperatura około 18 stopni, praktycznie bezwietrznie – czego chcieć więcej?? No tak, mogło być ciut chłodniej, ale i tak z tego powodu nie narzekaliśmy. Po ubiegłorocznej edycji, która przez zamieszanie z losowaniem auta została odebrana w świecie biegowym nie najlepiej, w tym roku nie wiedziałem czego się spodziewać. Nie mniej był to już mój trzeci bieg w Skawinie i nigdy do organizacji tego biegu nie miałem żadnych zastrzeżeń. Okazało się, że gdy nie ma samochodu, to nagle wszystkie minusy znikają. Biuro zawodów działające bez zastrzeżeń, szatnie, depozyt, pomiar czasu – wszystko jak się okazało działało znakomicie. Po odebraniu pakietów startowych mieliśmy jeszcze sporo czasu na przedstartowe rozmowy. Najbardziej z nich zapamiętam „kwadratowego” Norberta :).

Napięcie startowe rosło z każdą chwilą. Każdy z nas ma swoje przedstartowe rytuały, dlatego na kilka minut przed startem rozdzieliliśmy się. W pobliżu startu spotkałem Agę, która wraz ze Sławkiem także startowała w Skawinie. Życzyliśmy sobie powodzenia, by gdzieś ponownie zgubić się tłumie. Stojąc na starcie wypatrywałem Krzyśka, który, jak się okazało, stał kilka rzędów przede mną. Ostatnie odliczanie, wystrzał startera, i biegniemy. Z początku lekkie zamieszanie. Nigdy nie zrozumię osób, które nie biegają szybko i ustawiają się w pierwszych rzędach. Przez takie zachowanie mogą kiedyś sobie, a także innym zrobić krzywdę. Do kwadratu mnie irytują osoby, które dodatkowo mają słuchawki w uszach. Przez jednego z takich „melomanów” zostałem wybity z rytmu, kiedy to musiałem nadrabiać sporo drogi wyprzedzając go. Po tych postartowych ekscesach Krzysiek uciekł mi na około 20 metrów. Zirytowany początkiem mocno przyspieszyłem, by po kilku sekundach uplasować się tuż przy Krzyśku. Nie mniej teraz wiem, że tym nagłym przyspieszeniem zapłaciłem lekkim „odcięciem” na 3 km. Przez kolejne 1,5 km biegniemy razem. Po pokonaniu około 2,5 km Krzysiek zaczął przyspieszać. Miałem dwie opcje – pobiec razem z nim, lub pociągnąć dalej własnym tempem. Wybrałem rozsądniejszą drugą opcję i już dalszą część biegu pokonywałem utrzymując swoje tempo. W międzyczasie kilkanaście sekund przed nami była widoczna sylwetka Damiana, który biegł wraz z najlepszymi kobietami. Do nawrotu mieliśmy lekki wiatr w twarz. Czas na półmetku to 18:29, a więc biegłem na granicy złamania 37 minut. Krzysiek w tym punkcie był ode mnie o jakieś 10 sekund lepszy. Druga część dystansu jest trochę trudniejsza, choć w dniu startu nie dało się tego odczuć. To chyba przez wiatr, który lekko popychał w czasie biegu. Kolejne kilometry mijały jak z bicza strzelił ‒ 6, 7 i 8 km już za nami. Na 8 km łapie mnie lekka kolka, ale po około 200 metrach przechodzi. Koło 9 km z boku dostaję najlepszy doping jaki mogę sobie w tym momencie wymarzyć. Przy trasie stoi Zbyszek Pierzynka, który mnie mocno mobilizuje. W jednej chwili dochodzę i lekko wyprzedzam dwóch zawodników. Biegniemy razem, jednak moją siłą jest tempo. Nadaję je jeszcze mocniejsze i pomału ich urywam. Wbiegam do parku, ostry wiraż w prawo, później dwa razy w lewo… Uwaga ‒ nie ciąć, bo drzewa przy trasie, i na finiszu gaz do dechy! Już widzę na zegarze, że będzie dobrze. Przekraczam metę, patrzę na wyniki, które się pojawiały na ekranie. Czas oficjalny 36:48. Druga połówka o 10 sekund szybsza, co cieszy. Wypatruję Krzyśka, który już jest na mecie. Ale chłopak przyspieszył! – pobiegł drugą połówkę poniżej 18 minut. Cieszę się, że na 2,5 km podjąłem rozsądną decyzję, bo takie tempo tym dniu było dla mnie jeszcze za mocne. Truchtamy razem, rozciągamy się, i wymieniamy na gorąco pierwsze uwagi. Krzysiek też jest zadowolony, bo poprawił o kilkanaście sekund życiówkę. Dołącza do nas Damian, który do końca się ścigał z najmocniejszymi paniami i tylko o kilka sekund przegrał z Agnieszką Gortel. Pobiegł czas ciut powyżej 35 minut. Pomyślałem sobie – ech… może kiedyś? :). Wracając z truchtania, spotykamy Agnieszkę i Sławka, którzy także już skończyli bieg. Wymieniamy ponownie kilka zdań i biegniemy do auta, bo przecież klucze ma Norbert. Okazało się, że Norbert wraz z Marcinem już przebrani czekają pod autem. Marcin z dużym zapasem złamał 40 minut, a Norbert, mimo „kwadratowych” nóg, walczył na trasie z Michałem M. Po kilku minutach uświadomił sobie, że zabrakło mu tylko kilka sekund do poprawienia życiówki. No i trzeba było biec tę Koniczynkę? 😛

Podsumowując swój start, jestem zadowolony. Wydawało się, że najtrudniejszą do pobicia życiówkę już w tym roku poprawiłem. Cieszy to niezmiernie. 37 minut po raz pierwszy złamane, a czas poprawiony o ponad 30 sekund. Co dalej mnie czeka w tym sezonie? Czas pokaże, ale jeszcze broni nie składam – mam nadzieję, że powalczymy jeszcze z Krzyśkiem kilka razy w tym sezonie :). Co do samej imprezy, to bez zastrzeżeń. Impreza na najwyższym poziomie. Hitem podczas rozdania nagród była ekipa od przyczepy :). Wtajemniczeni wiedzą o co chodzi.

Poniżej wyniki wszystkich Pogorian (większość z życiówkami):

26 Damian Chwistek 35:10
41 Krzysztof Krystosik 36:19
50 Jakub Bednarz 36:48
304 Michał Majchrzyk 44:37
311 Norbert Brzózka 44:44
478 Agnieszka Nowak 47:53
541 Darek Klocek 49:11

Jakub Bednarz

comments