Wspomnień czar – 34 Maraton Warszawski 30.09.2012 | PogoriaBiega.pl

Wspomnień czar – 34 Maraton Warszawski 30.09.2012

Gdy dowiedziałem się, że tegoroczny Maraton Warszawski będzie się kończył na Stadionie Narodowym jako kibic piłkarski nie mogłem takiej okazji przegapić. Dlatego na bieg zapisałem się już kilka miesięcy przed nim i wystartowałem z przygotowaniami. Pod okiem Zbyszka, który wspierał mnie swoją wiedzą trenowałem najsolidniej jak tylko mogłem. Jednak kilka tygodni przed maratonem zaczęły mi dokuczać drobne problemy zdrowotne. Na początku była to prawa stopa – ból ten po kilku dniach przeszedł. Niestety trzy tygodnie przed maratonem zaczęły się problemy z prawym biodrem i przywodzicielem. Przez ten problem musiałem treningi ograniczyć do biegania szybkich treningów i długich wybiegań. Mimo problemów zdrowotnych nie ugiąłem się i doczekałem do maratonu.

Weekend z maratonem zaczęliśmy tradycyjnie już w sobotę rano. Do Warszawy wybraliśmy się liczbą 10-osobową grupą. Podróż przebiegła bez wielkich problemów, oczywiście jak to w Warszawie nie obyło się od korków. Po zameldowaniu się w przytulnym hostelu odebraliśmy pakiety startowe. Już wtedy mieliśmy okazję odwiedzić Stadion Narodowy. Z zewnątrz, z bliska wygląda gorzej niż oczekiwałem, jednak samo wnętrze stadionu robi wrażenie. Po powrocie wybraliśmy się do knajpki, gdzie zjedliśmy ostatni obfity posiłek przed maratonem. Noc przespałem spokojnie, co prawda Grzesiu głośno „zagadywał”, ale nie przeszkadzało to w śnie. Poranek jak zawsze został spędzony na ostatnich przygotowaniach do maratonu. Przed 8 wybraliśmy się w stronę stadionu, gdzie oddaliśmy depozyty i każdy z nas podążył w swoją stronę. Ja przetruchtałem około 2 km, zrobiłem dwie przebieżki i porozciągałem się porządnie. Po tym trafiłem do swojej strefy startowej, gdzie oddałem się chwili przedstartowej koncentracji.

Start do maratonu wyglądał dosyć dziwnie. Na początku spod dmuchanej bramy odbył się start honorowy. 50 metrów dalej miał miejsce start ostry, który był zaskakujący, bez jakiejkolwiek celebracji. Zgodnie z założeniami na początku miały być maksymalnie trzy kilometry z grupą prowadzoną na złamanie 3h. Wytrzymałem tylko dwa kilometry, później przyspieszyłem i swoim tempem podążałem dalej do mety. Pierwsze 5 km mimo dwóch wolniejszych wyszło w 20:50. Koło 7 km wybiegliśmy na szeroką drogę, na której wiatr wiał w plecy, jednak nie chciałem mocno przyspieszać by nie przesadzić na początku. Koło 10 km spotkał nas jeden z najlepszych fragmentów trasy. Kibice stali blisko przebiegających zawodników. Poczułem się przez chwilę jak kolarze na górskich etapach, gdy muszą się przedzierać przez szpaler fanatycznych kibiców. Drugą piątkę pokonałem w 20:39 (średnio 4:08). Do 19 km nie licząc kilku zakrętów trasa prowadziła szerokimi prostymi, gdzie jeszcze wiało korzystnie dla zawodników. Koło 15 km zgodnie z planem wziąłem pierwszy żel. Przy 20 kilometrze był nawrót, gdzie mogłem spojrzeć w którym miejscu jest Mirek. Mirek zgodnie ze swoim planem trzymał się grupy na 3h. Szybkie pozdrowienie i dalej tniemy do mety. Trzecia piątka wyszła w 20:40, czwarta 20:46, a więc równo i mocno. Po półmetku, gdzie czułem się bardzo dobrze, zaczął się problem z wiatrem, który nie co wybijał z rytmu. Jak się później okazało był to zefirek w porównaniu z tym co miało miejsce po 30 km. Kolejna piątka wyszła w 20:49. No i po 25 kilometra nastał jak mi się wydawało przed startem najtrudniejszy moment trasy. Złożyło się na to nierówna kostka i podbieg, który pokonałem mocno, ale równym tempem. Nie chciałem tam przesadzać, by nie zakwasić mocno mięśni. Mimo to szósta piątka nie wyszła tragicznie bo w 21:25. Po 30-tym kilometrze zaczął się prawdziwy maraton, tym bardziej, że oprócz zmęczenia doszedł mocny wiatr wiejący w twarz. Nie było żadnej grupy za którą mógłbym się schować, dlatego odczuwałem go bardzo mocno. Oprócz wiatru z tej części trasy zapamiętam zorganizowane grupy, często poprzebierane, które bardzo głośno dopingowały maratończyków i pomagały w walce z dystansem i samym sobą. Kolejne piątki pokonałem w 21:52 i 21:53, a więc minutę wolniej niż zamierzałem. Około 40 kilometra, gdy już było widać stadion postanowiłem pokonać trasę najmocniej jak tylko potrafiłem. Widok stadionu był jednak złudny bo to w końcu jeszcze były do pokonania ponad 2 kilometry. Mimo to zacisnąłem zęby i 41 kilometr pokonałem w 4:11. Widząc przed sobą kilku biegaczy, do których z każdym krokiem zbliżałem się, jeszcze mocniej przyspieszyłem i 42 kilometr wyszedł w 4:09. Przed wbiegnięciem na stadion, jak i w tunelu wyprzedziłem kilku zawodników. Nie oczekiwałem tego co za chwilę miało się stać. Wbiegłem na stadion i szok. Na trybunach kilka tysięcy osób, doping, muzyka. Powiem szczerze, nie pamiętam zbyt wiele z tego fragmentu. Gdy pojawiłem się na ostatniej prostej spojrzałem tylko na zegar i gdy zobaczyłem 2:58… wpadłem w szał. Nigdy podczas przekraczania linii mety nie cieszyłem się tak bardzo. Było to magiczne uczucie. Szkoda jedynie, że ten fragment trwał tak krótko… Mój oficjalny czas to 2:58:48, co oczywiście jest moją nową życiówką.

Jak wszystkie wyjazdy z Pogorią ten weekend także był magiczny. Aż szkoda, że częściej się nie powtarzają. Sam bieg oceniam wysoko, oprócz tego niefortunnego startu reszta imprezy organizacyjnie wyszła bardzo dobrze. Sam pomysł z metą na Stadionie Narodowym był strzałem w dziesiątkę. Cieszę się, że nie miałem na trasie maratonu poważnego kryzysu i gdyby nie ten mocny wiatr myślę, że czas byłby lepszy i zaczynał się od 2:56-2:57… Analizując dostępne wyniki, zauważyłem, że od 10 km poprawiłem się o około 40 pozycji. Nawet gdy zwolniłem po 30 km poprawiłem się o około 15 lokat. Z każdym przebiegniętym maratonem coraz bardziej lubię ten dystans. Tu nie ma miejsca na udawanie, ukrywanie a głowa i charakter są bardzo ważne. Coraz bardziej przekonuje się do tego, że właśnie takie cechy posiadam i mimo przeciwności potrafię się zmobilizować do walki. Na sam koniec chciałbym podziękować Zbyszkowi, który swoją wiedzą i wskazówkami wiele mi pomógł i to dzięki niemu mogę się teraz cieszyć z tego startu.

Poniżej wyniki wszystkich Pogorian:

Miejsce

Nazwisko i imię

Czas

102 Jakub Bednarz 2:58:42
294 Mirek Dyk 3:13:12
1804 Włodek Gorlewski 3:46:52
1814 Marcin Żak 3:47:29
2123 Grzesiu Grochowski 3:49:13
2387 Adam Polko 3:56:00
2822 Agnieszka Nowak 4:00:30
2896 Jan Pinkosz 4:01:45
3728 Andrzej Stefaniak 4:14:36
6440 Monika Kruczek 5:17:20
6474 Justyna Stefaniak 5:19:22
6790 Iwonka Zuba 6:14:18

Warto odnotować także fakt, że w I Otwartych Drużynowych Mistrzostwach Polski zajęliśmy 13 miejsce na 50 zespołów. Myślę, że jest to nasz mały sukces.

Galeria zdjęć jest dostępna POD TYM ADRESEM.

Jakub Bednarz

 

comments