Relacja z VI Biegu Barbórkowego w Rybniku – 12.12.2010 | PogoriaBiega.pl

Relacja z VI Biegu Barbórkowego w Rybniku – 12.12.2010

Tak się zdarzyło, że jak na razie każdy swój sezon biegowy kończę właśnie Biegiem Barbórkowym w Rybniku. W roku 2009 start w tym biegu był szczególny ponieważ był to mój debiut na dystansie 10 km, a także pierwszy start po kontuzji. Tegoroczny, a już w sumie zeszłoroczny start także był szczególny. Po pierwsze był ostatnim w moim pierwszym w pełni przepracowanym sezonie, w którym robiłem stałe postępy, przebiegłem pierwszy maraton, a co najważniejsze dołączyłem do was i dzięki temu moje bieganie stało się bardziej radośniejsze.

Trasa w Rybniku jest wymagająca. Ciężko na niej znaleźć płaskie fragmenty. Nie należy też zapomnieć o fragmencie kostki na Rybnickim rynku, który przy opadach deszczu lub śniegu staje się kolejną trudnością trasy. W dniu startu mieliśmy właśnie takie warunki. Padający mokry śnieg, silny wiatr wiejący prosto w twarz, kałuże, błoto, topniejący na drogach osiedlowych śnieg – takie warunki przywitały nas tego dnia.
                Do Rybnika wyruszyliśmy razem z Iwoną i Pawłem. Podróż przebiegła bez problemu. Odebraliśmy numery startowe, które widać było, że zaliczyły wiele imprez biegowych Laughing. Po krótkim czasie dołączyli do nas Jagoda z Jaśkiem i razem w super atmosferze czekaliśmy do godziny startu. Przebrani w biegowe ciuchy każdy z nas wyruszył na krótką rozgrzewkę. Jeszcze przed startem Iwona – nasza medialna Gwiazda udzieliła wywiadu do lokalnego Rybnickiego radia.
                Na starcie ustawiłem się w jednym z pierwszych rzędów. Plan był prosty – jako, że był to ostatni start w roku nie wypadało nic innego tylko dać z siebie wszystko. Ostry start i z każdą sekundą coraz bliżej do mety. Pierwsze dwa kilometry z górki – średnio po 3:15 min/km. Niestety z każdym kilometrem było coraz gorzej – śnieg, kałuże i błoto nie pozwalały na dobre odbicie, co odbijało się na uzyskiwanych czasach. Kolejne międzyczasy oscylowały w granicach 4 – 4:10 min/km. Pomiędzy 5, a 8 km dodatkowo zaczął wiać prosto w twarz ostry wiatr, który wraz z padającym mokrym śniegiem składał się na kolejną przeszkodę. Mimo to utrzymywałem tempo. Ostatnie dwa kilometry mimo braku przyczepności i odbicia pobiegłem w granicach 3:50 min/km. Czas całego dystansu wyszedł – 39 min i 33 sek.
Czas nie jest powalający, jednak w tych warunkach myślę, że jest przyzwoity. Tym bardziej, że udało mi się na tym biegu po raz pierwszy wygrać z osobami, które zawsze były na mecie przede mną i biegają w normalnych warunkach dychę szybciej ode mnie o około 1 minutę. Jest to więc dobry prognostyk przed nowym sezonem. Jeszcze dodam, że w porównaniu z rokiem 2009 na tej samej trasie, ale przy gorszych warunkach poprawiłem czas o ponad 2 minuty, więc postęp dalej jest.
Po biegu poczekaliśmy na rozdanie nagród z nadzieję, że coś wylosujemy. Mieliśmy na to wielkie szanse, ponieważ był z nami nasz grupowy amulet szczęścia, czyli Jagoda Laughing. Tak sobie siedzieliśmy i traciliśmy pomału nadzieję, gdy nagle wyczytano moje imię i nazwisko. Udało mi się wylosować kijki do Nordic Walking, które przydadzą się na Bieg Rzeźnika.
Całą imprezę uznaję za udaną. W porównaniu z V edycją biegu, wyeliminowano kilka błędów – otwarto depozyt, był większy dostęp do szatni. Mimo, że w tym dniu w Rybniku odbywał się jeszcze inny bieg frekwencja dopisała. Mogę z ręką na sercu każdemu polecić ten bieg, jako miły grudniowy sprawdzian zimowej formy.

Oto nasze wyniki:

48. Jakub Bednarz – 39:33
213. Paweł Domagała – 51:02
223. Jan Pinkosz – 51:51
227. Jagoda Pinkosz – 52:20
284. Iwona Zuba – 1:10:56
comments