Rekordowa dziesiątka w Bukownie | PogoriaBiega.pl

Rekordowa dziesiątka w Bukownie

Sezon startowy zaplanowany był już od dawna, jednak za namową naszego kolegi Kuby postanowiłam spróbować swoich sił w Bukownie. Do tej pory dystans dziesięciu kilometrów przebiegłam tylko raz, i raczej z niezadowalającym skutkiem. Był to zatem doskonały pretekst do odwiedzenia ciekawych terenów, jak i poprawy swojego wyniku. Niewyleczona kontuzja rodziła pewne obawy, ale jak człowiek nie spróbuje, to się nie przekona. Na wsparciu miałam 9 osób naszej wspaniałej ekipy.

Wjeżdżamy do miasteczka, wokół którego przepiękny leśny krajobraz. 🙂 Ze znalezieniem stadionu nie mamy najmniejszego problemu. To w tym miejscu początek i koniec naszych sportowych ambicji tamtejszego dnia. Wkrótce okazuje się, że sam bieg odbywa się w ramach obchodów Dni Bukowna, dzięki czemu otacza nas nie tylko sportowa oprawa. Krótka chwila i miejsce parkingowe znalezione. Nadchodzi czas na odbiór pakietów startowych. Po drodze spotykamy bojowo nastawionych Rafała, Natalię i Michała. Reszta gdzieś w ciszy poszukuje koncentracji. Poziom stresu na pół godziny przed startem zaczyna sięgać zenitu. Na szczęście rozgrzewka pomaga trochę opanować emocje i skierować je w mobilizującym kierunku. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie i start.

Na trasie 416 biegaczy, profesjonaliści, amatorzy i pasjonaci. 🙂 Już chwilę po starcie duchota daje znać o sobie. Nadzieje na deszcz tamtego wieczoru mogły pozostać jedynie marzeniami. Na początku narzucam sobie wysokie tempo, które przez około dwa kilometry udaje mi się utrzymać. W tym momencie odzywa się kontuzja łydek i dalszy bieg staje pod znakiem zapytania. Chwile napięcia potęguje pojawiające się pragnienie, które niebawem udaje się ugasić. W połowie dystansu chwila kryzysu, w której próbuje mi pomóc Rafał. Chwila poprawy, jednak nic z tego ‒ zostaję w tyle. Druga pętla, kolejny łyk wody i mobilizacja, czuję powrót sił, i tych w nogach, i tych w głowie. Przede mną jeszcze tylko jedno okrążenie i już wiem, że sobie poradzę, tylko ten czas. Gdyby nie aura to czuję, że byłoby o wiele lepiej, mimo wszystko nie poddaję się. Przy trasie wielu kibiców dodających energii. Do mety zostaje 2 km, daję z siebie wszystko! Okrzyki, muzyka i widok mety dodają kolejnego kopa. Jest upragniona meta – wynik 45:20. Życiówka zrobiona i już wiem, że warto było tutaj przyjechać. Na mecie jak zawsze składamy sobie gratulacje. Dziękuję Rafałowi za pomoc. Okazuje się, że nie tylko ja pobiłam swój rekord. Piękna chwila, to dla niej człowiek trenuje w pocie czoła. Dla tej niezapomnianej chwili satysfakcji z osiągniętego rezultatu. Niebawem spotyka mnie dodatkowa, niespodziewana atrakcja. Udzielam wywiadu dla Przeglądu Olkuskiego. Mimo włożonego wysiłku i stresu jaki czuję przed mikrofonem, dziękuję organizatorom za świetny wyścig. Małe after w postaci grillowanej kiełbaski jak najbardziej zasłużone. Dekoracja jakiej nie powstydziłby się najlepszy mityng lekkoatletyczny. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy, emocje i radość nie chcą mnie opuścić. 🙂

Imprezę tę na pewno już na stałe wpiszę do swojego biegowego kalendarza. Mam nadzieję, że za rok zjawimy się w Bukownie z jeszcze liczniejszą grupą, a tegoroczne rekordy staną się przeszłością, czego sobie i wam życzę z całego serca. 🙂

 Aleksandra Kłeczek

 

comments