Papierek lakmusowy sezonu 2013, czyli 14 Poznań Maraton – 13.10.2013 | PogoriaBiega.pl

Papierek lakmusowy sezonu 2013, czyli 14 Poznań Maraton – 13.10.2013

Planując sezon biegowy 2013, postanowiłem, że wisienką na torcie będzie jesienny maraton. Planowałem by pobiec we Frankfurcie, jednak przeciągająca się decyzja o możliwości tego wyjazdu wpłynęła na zmianę planów. Wybór padł na Poznań Maraton. To tu pierwszy raz złamałem 3h i również w tym roku chciałem by moje plany się zrealizowały właśnie w tym miejscu. Uczciwie przepracowałem okres przygotowawczy. Pierwszy raz podczas przygotowań maratońskich nie dokuczała mi żadna kontuzja, ani problem przeciążeniowy. Podbudował mnie również ostatni start kontrolny (Brzeszcze), gdzie poprawiłem życiówkę na 15km o dwie minuty. Wiedziałem, że stać mnie na dobry wynik, ale maraton liczy się własnymi prawami, dlatego niepewność została do chwili startu.

poznan_maraton_2013_01Razem z Agnieszką i Bartkiem wyjechaliśmy już w sobotę z Katowic do Poznania. Długa ponad 7 godzinna podróż zleciała w wyśmienitej atmosferze. Praktycznie przez cały czas mieliśmy do dyspozycji cały przedział dla siebie, dlatego mogliśmy rozgościć się na całego w skromnych progach PKP. Po przyjeździe na dworzec przeszliśmy na teren Poznańskich Targów Międzynarodowych. Był to strzał w dziesiątkę by przenieść całą organizacje maratonu z Malty do centrum miasta. Biuro zawodów działało bardzo sprawnie, dlatego szybko odebraliśmy pakiety startowe, a następnie udaliśmy się na pasta party. Tam spotkaliśmy kilka znajomych twarzy. Po chwili rozmowy przejechaliśmy w miejsce naszego noclegu. Nocowaliśmy podobnie jak dwa lata temu na ulicy Szewskiej, no bo po co zmieniać sprawdzone miejsce, które dodatkowo ulokowane jest w samym centrum Poznania. Oczywiście nie mogliśmy sobie odpuścić wizyty na poznańskim rynku, gdzie byliśmy zauważalni przez nasze wyjściowe „mundurki”. Później udaliśmy się jeszcze na wieczorny posiłek, by następnie przed godziną 22 pójść spać. poznan_maraton_2013_02Każdy z nas przespał tą noc z lekkimi trudnościami. Dla mnie osobiście materac był za miękki, co skutkowało tym, że często musiałem zmieniać pozycję podczas snu z powodu lekkich bólów kręgosłupa. Po porannych przygotowaniach o godzinie 7:30 byliśmy już na miejscu, gdzie jeszcze mieliśmy chwilę na przedstartową koncentrację. Ja w takich chwilach zamykam się w sobie i koncentruję całkowicie nad tym, co za chwilę będzie mnie czekało. Oddaliśmy rzeczy do depozytu, po czym oddaliłem się od Agi i Bartka, by odbyć moją ceremonię przedstartową – 10 minut truchtu, rozciąganie, i 3 stumetrowe rytmy. Rozgrzany trafiłem do swojej strefy startowej. Ostatnie chwile do startu, odliczanie… Uwielbiam to! Adrenalina aż kipi i czeka na to, by po wystrzale startera wylać się i tak trwać aż przed 42 kilometry. Padł strzał i biegniemy:

 

0÷10 km

poznan_maraton_2013_03Profilu trasy nauczyłem się praktycznie na pamięć, dlatego wiedziałem, że pierwsza część dystansu powinna być łatwa. Zgodnie z profilem do 6 km powinno być w miarę płasko, a następnie pomiędzy 6 km a 10 km, lekko z górki. I tak było faktycznie. Początek zgodnie z tym, co sobie ustaliłem przed startem, czyli spokojniej. Pierwszy kilometr w 4:15. Na drugim zmobilizował mnie do mocniejszego rytmu zając na 3h ponieważ zaczął mnie wyprzedzać.  Trochę szarpnął tempem jak na początek, ponieważ drugi kilometr, mimo pokonania go w 4:05, biegłem za grupą na 3h. Musiałem jak najszybciej wyrwać się ze szponów tej grupy, dlatego podkręciłem lekko tempo. Przez kolejne kilometry przesuwałem się z każdym metrem w górę klasyfikacji. Reszta kilometrów przebiegła bez historii i do 10km dobiegłem na 104 miejscu w klasyfikacji z czasem 40:46, a więc średnio po 4:05 min/km.

10÷21,097 km

poznan_maraton_2013_04Tu pomiędzy 10 a 15 km miało być płasko. Następnie teren do 20 km miał się wznosić. Dla mnie ten fragment był najgorszym z całej trasy, bo miałem odczucie że non stop teren się lekko wznosi. Mimo tego od 14 km postanowiłem lekko podkręcić tempo, ponieważ czułem, że tempo zaczęło lekko spadać. Z tego fragmentu pamiętam gromki doping w wielu miejscach trasy, dzieciaki ze szkół podstawowych gromkimi brawami dopingowały zawodników, którzy zmagali się z dystansem maratonu. Na 15 km łykam pierwszy żel energetyczny. Do półmetka dobiegam już na 89 miejscu, a więc przyspieszenie przyniosło dalszy awans w klasyfikacji. Czas jaki uzyskałem w tym punkcie to 1:25:57, co pokazuje, że fragment od 10 km pokonałem średnio w 4:04 min/km.

21,097÷30 km

poznan_maraton_2013_05W tym fragmencie trasa była w miarę płaska, oczywiście nie brakowało lekkich podbiegów jednak nie wybijały one z rytmu. Gdzieś około 23 km zobaczyłem przy trasie Dalię, która czekała na Kaję. Zdążyliśmy się tylko pozdrowić serdecznie, bo nie było na nic więcej czasu. Około 24 km przyszło jakieś zniechęcenie. Miałem już pomału dosyć tej monotonii i dystansu. Pomyślałem – jeszcze tylko 3 razy Pogoria III, może czas na zwolnienie. Zawsze takie myśli miałem najwcześniej koło 30 km, a tu już teraz? Coś nie tak. Szybko się opamiętałem i ponownie zacząłem biec swoje. Na 30 km wrzuciłem na ruszt ostatni żel. Ten fragment był najbardziej zielonym ze wszystkich. Była to rewelacyjna odskocznia od miejskiego zgiełku. 30 km przeciąłem z czasem 2:02:11, a więc te niecałe 9 km pokonałem ze średnią 4:04 min/km. W tym czasie awansowałem na 78 miejsce.

30÷40 km

poznan_maraton_2013_06Jest to fragment, w którym trzeba pokazać prawdziwy charakter, bo gdy organizm odmawia współpracy, trzeba przemóc te słabości i dalej podążać wyznaczoną ścieżką. Od 30 do 35 km trasa lekko prowadziła w dół. Jednak bałem się zaatakować ponieważ wiedziałem, co mnie czeka na kolejnych kilometrach. Minąłem 35 kilometr, przebiegłem wiadukt, po czym skręciłem w lewo i trafiłem na sławną ulicę Serbską. To przed tą ulicą wszyscy przed startem przestrzegali. I faktycznie był tam ciężki podbieg. Według mnie błędną decyzją było to, by na najcięższym podbiegu wyznaczać punkt regeneracyjny. No bo jak na takim podbiegu się napić, nie mówiąc o przegryzieniu czegokolwiek. Mimo tego wziąłem gryz banana i kilka łyków napoju energetycznego. Miałem lekkie problemy z przegryzieniem banana, jednak jakoś dałem radę. Podbieg trwał przez kolejne 3 km, aż do 38 km. Pomiędzy 36 a 38 km lekko zwolniłem, ponieważ wiedziałem, że następnie mamy 2 km zbiegu na którym można odrobić to, co się straciło wcześniej. I tak w rzeczywistości było. Matę na 40 km przebiegłem z czasem 2:43:17, a więc ostatnią dychę w 41:06 (średnio 4:07). Mimo mniejszego tempa przesunąłem się o 20 miejsc w klasyfikacji. Można po tym faktycznie zauważyć, że dystans maratoński zaczyna się po 30 km. To tu następuje prawdziwa selekcja.

40÷42,195 km

poznan_maraton_2013_07Na 40 km mieliśmy punkt odżywczy, z którego już nie skorzystałem, no bo po co. I tak nie zdążą mi pomóc minerały, które zażyłbym na tym punkcie. Ostatnie dwa kilometry, to ponowny ostry podbieg. Dodatkowo częściowo po kostce. Gdy minąłem tablicę z 41 km zacząłem przyspieszać. To właśnie po to trenowałem tak wytrwale, by teraz dać z siebie wszystko. Słyszę tylko ze strony publiczności tekst – „Patrz jak on zasuwa!”. To mnie jeszcze mocniej uskrzydliło. Wbiegam na ostatnią prostą i widzę na zegarze 2:51. W tym momencie wróciły wspomnienia sprzed dwóch lat, kiedy to na ostatniej prostej w Poznaniu widziałem wynik 2:59. I tym razem do ostatnich metrów walczyłem by złamać granicę 2:51. Wbiegłem na metę z czasem 2:52:02, jednak netto było jeszcze lepiej bo 2:51:55.  Ten krótki fragment pokonałem w 8:45, czyli średnio po 3:59 min/km. Mimo tak krótkiego czasu, jeszcze zdążyłem się przesunąć w klasyfikacji na 55 miejsce.

Cóż mogę napisać o tym starcie? Mimo, że minęły od tego startu już dwa tygodnie, wspomnienia są ciągle żywe. Był to pierwszy maraton, w którym nie miałem ani jednej chwili kryzysu. Wszyscy się mnie pytali po biegu jak tego dokonałem. Odpowiedź jest prosta – uczciwy, systematyczny trening, ciągła praca nad całym organizmem popłaca. Maratonu się nie da okłamać. Dystans ten weryfikuje nasze marzenia. Samą imprezę oceniam bardzo wysoko. Szczerze, według mnie, Poznań organizacyjnie biję Warszawę na głowę. Dodatkowo dochodzą do tego najlepsi kibice w Polsce. Takiego żywiołowego dopingu jeszcze podczas maratonów w Polsce nie doznałem. Polecam wszystkim tę imprezę!

A oto nasze wyniki netto:

Jakub Bednarz – 2:51:55

Agnieszka Nowak – 3:55:46

Bartosz Szotek – 4:55:06

Zdjęcia pochodzą ze zbiorów Fotomaraton.pl, szwajkowaski.info i maratończyk.pl

Bednarz Jakub

comments