„MÓJ PIERWSZY RAZ” – Cracovia Maraton 2011 | PogoriaBiega.pl

„MÓJ PIERWSZY RAZ” – Cracovia Maraton 2011

26 kwiecień 2009

Dwaj moi koledzy startowali w VIII edycji Cracovia Maraton. Pojechałam do Krakowa razem z nimi wyłącznie w celach towarzyskich tzn. :„pochodzić” po Krakowie, trochę pokibicować i podać piwo na mecie. Jednak gdy padł sygnał do startu maratonu, tłum ruszył a z głośników zaczął płynąć motyw z filmu „Piraci z Karaibów” poczułam nagły przypływ zazdrości i pomyślałam „ja też tak kiedyś chcę”. Co ja wtedy mogłam biegając najwyżej jakieś 20 km w miesiącu. Stało się to jednak moim cichym marzeniem i wiedziałam, że  jeżeli kiedykolwiek zdecyduję się przebiec maraton to będzie to w Krakowie.

 

Sylwester 2010

W barwach Pogorii Biega truchtam już 9 miesięcy. Mój pierwszy przebiegnięty półmaraton w Dąbrowie Górniczej był dla mnie na miarę Mistrzostwa Świata, ale potem były kolejne no i ambicje też coraz większe. Pomyślałam, że to może jeszcze za wcześnie, ale najważniejszym postanowieniem noworocznym (zapisanym na czerwonej kartce i spalonym) było: w tym roku przebiegnę maraton.

 

Styczeń, Luty, Marzec, do 16 Kwietnia

Trzy i pół miesiąca przygotowań pod jeden cel. Jestem z siebie dumna, za konsekwencję w treningach, zwłaszcza przy długich wybieganiach i  prawie całkowitą abstynencję (wykupiłam cały sklep z Lecha free)

 

17 kwiecień 2011

Właściwie czego tu się bać. Pogoda wymarzona, osobisty peacemaker, ekipa wspierająco-dopingująca wspaniała i przygotowanie (przynajmniej w teorii) dobre. Niemniej jednak noc, w trakcie której przeanalizowałam trasę po każdym metrze wzdłuż i wszerz była nieprzespana, a poprzedni dzień także spędzony w Krakowie znacznie podkręcił emocje.

 

START!

Było tak jak sobie wymarzyłam – „Piraci z Karaibów” dodali skrzydeł. Tłum porwał chyba nawet trochę za bardzo bo już na drugim kilometrze Mirek powiedział, że biegniemy za szybko. Praktycznie do 5 km musiał mnie stopować. Postanowiłam tym razem grzecznie się go słuchać J . Gdzieś w okolicach rynku (7 km) rzuciłam w eter – „ale wolno biegniemy”, „zobaczymy na 30 kilometrze” – usłyszałam od jakiegoś biegacza z tyłu. Biegło się fantastycznie. Widoki wspaniałe, nawet Nowa-Huta nie była taka zła. Do 25 km miałam jakby przyklejonego banana do twarzy, myślałam że ten uśmiech już mi na zawsze tak zostanie. Mirek cały czas pilnował tempa, podawał mi w odpowiednim momencie a to wodę, a to banana, a to izotonik, a to żelik. Ja nie musiałam robić nic tylko biec. Prawdą okazało się, że maraton zaczyna się dopiero od 30 kilometra, chociaż jeszcze wtedy nie było tak źle. Z każdą minutą jednak nogi zaczęły odczuwać trudy biegu, pojawił się ból, który od 36 kilometra był już prawie nie do zniesienia. Minimalny podbieg na wale przy Wiśle na 37 km wydał mi się gigantyczną górą, ale Ciutek robił nam w tym miejscu zdjęcia więc musiałam trzymać fason. Gdy wbiegliśmy na Błonia po raz pierwszy wcisnęły mi się łzy do oczu, nie z bólu czy wyczerpania, ale ze świadomości że dam radę (nawet jakbym się miała czołgać te ostatnie kilometry). Myśl o tym, że Błonie trzeba jeszcze raz w całości obiec działa okrutnie na psychikę. To co się wtedy wyprawiało w mojej głowie można określić tylko jednym słowem – ambiwalencja. W jednej sekundzie doping znajomych, głośna muzyka, okrzyki kibiców działały dopingujaco, w drugiej sekundzie wszystko irytowało. Myśli „niech to już się skończy” przeplatały się z „wow, naprawdę to zrobię”. Co jakiś czas z ust wyrywało mi się „o boże”, „już nie mogę”, „ale boli”, „o rany” co Mirek kwitował jedynie krótkim „wiem”. Ostatnia prosta, ale meta majacząca w oddali w ogóle się nie przybliżała (Iwonka coś o tym wie). Ostatnie metry. Meta. Czas brutto 04:15:27

Chciałam wtedy robić wszystko – krzyczeć, śmiać się i płakać – wyszła z tego niezła mieszanka.

 

Wrażenia BEZCENNE. Wszystkim przyszłym maratończykom życzę takiego debiutu.

Żałuję tylko jednego – że PIERWSZY RAZ JEST TYLKO RAZ.

 

Podziękowania:

dla Mirka za bezpośrednią, nieocenioną pomoc w osiągnięciu celu

dla Ani, Iwonki i Jaśka za ogromne wsparcie i doping (Ani jako fotoreporterce za uwiecznienie mojego wyczynu)

dla wszystkich znajomych na trasie – szczególnie ekipie Gaby za dodanie powera na Błoniach

dla Pogorian, którzy w czasie przygotowań utwierdzali mnie w przekonaniu, że dam radę

 

Agnieszka Nowak

 

comments