Kraków – VIII półmaraton marzanny 19-03-2011r. | PogoriaBiega.pl

Kraków – VIII półmaraton marzanny 19-03-2011r.

Pomimo tego, iż jestem rodowitym dąbrowianinem, od ponad 5 lat mieszkam w Krakowie. Przez pierwszy rok wynajmowałem mieszkanie ze swoim przyjacielem Pawłem na Mistrzejowicach. Przez kolejny rok mieszkałem ze swoją przyszłą żoną i jej znajomymi na Prokocimiu. A od ponad 3 lat mieszkam już tylko z żoną Martą w naszym własnym mieszkanku na krakowskim Kozłówku. Przez te 5 długich lat, w trakcie których udało mi się ukończyć studia na Akademii Górniczo – Hutniczej, zdążyłem poznać już większość imprez biegowych jakie odbywają się w Krakowie. W największej imprezie jaką jest Cracovia Maraton nie brałem jeszcze udziału, jako że debiut w maratonie jest ciągle przede mną. Nie biegłem do tej pory również w Półmaratonie Marzanny a to głównie dlatego, iż z reguły impreza ta pokrywała się z innymi zawodami w jakich brałem udział. I kiedy na początku tego roku zajrzałem do kalendarza imprez na Maratonach Polskich i ujrzałem pod koniec marca imprezę pod nazwą „Bank Pocztowy VIII Półmaraton Marzanny” postanowiłem w końcu spróbować swoich sił na krakowskich błoniach.

Bieg odbył się 19.03.2011r w sobotę. Tak się akurat złożyło, że byłem jedynym reprezentantem swojego nowego klubu POGORIA BIEGA. Na miejsce startu przybyłem ok. godz. 09.30. Biuro zawodów znajdywało się w pobliskiej szkole oddalonej o ok. 100-200m od linii startu. Po dość łatwo przebiegającej rejestracji odnalazłem szatnię, która okazała się mała i pełna ludzi. Postanowiłem więc przebrać się w samochodzie. Rozgrzewkę rozpocząłem ok. 35 minut przed startem. 3 kilometry truchtu, 3 przebieżki i ok. 10 minut rozciągania i byłem gotowy i zwarty do walki. Powoli zacząłem szukać miejsca startu, zostałem jednak wprowadzony w błąd przez jedną z osób zabezpieczających trasę i ustawiłem się nie tam gdzie trzeba. Na starcie powstało duże zamieszanie. W pewnym momencie zdziwiony usłyszałem odliczanie startera. Kiedy skończył on odliczać nie było jednak sygnału dającego znak startu. Po krótkiej chwili usłyszałem strzał z pistoletu i lekko zdziwiony tłum ruszył do biegu. Jak się okazało miałem przed sobą ok. 200 osób, które zacząłem mijać po poboczu trasy. Szacuję, że straciłem na tym starcie ok. 30 sekund w ostatecznym rozrachunku, co mogło pozwolić mi powalczyć o swój od dawna nie pobity rekord życiowy.

Sam bieg rozpocząłem więc od szaleńczej pogoni za czołówką. Po ok. 2km zająłem już właściwą pozycję i jak się później okazało było to 4 m-ce w klasyfikacji generalnej. Do ok. 5km biegłem w 3 osobowej grupce razem z dwoma młodymi chłopakami. Nie czułem się w tym momencie najlepiej, gdyż mocno w kość dało mi odrabianie strat jakie uzyskałem na starcie. Jednak już na ok. 8km biegu postanowiłem lekko przyspieszyć, gdyż chłopaki z którymi biegłem ewidentnie zwalniali.

Zachęciła mnie do tego panująca tego dnia pogoda. Lekki deszcz, pochmurne niebo i niska temperatura ok. 5 o Celcjusza. 10 km minąłem na 2 pozycji w klasyfikacji generalnej w równe 37 minut. Problem pojawił się na 15 km. Poczułem skurcz w prawej nodze, i ból który narastał z każdym krokiem. Do samej mety bałem się, że będę zmuszony zejść z trasy. 20km minąłem w 1h:13:56 a na metę wpadłem z wynikiem 1h:17:58 co pozwoliło zająć mi świetne 2 miejsce.

Na mecie byłem bardzo zmęczony i obolały. Spodenki obtarły mnie do krwi a noga pozwoliła z trudem na wykonanie 1 km truchtu. Byłem również zły zarówno na siebie jak i na organizatorów za ten start i zamieszanie mu towarzyszące. Do rekordu życiowego brakło mi jedynie 1min i 13 sekund. Kto wie jakby skończył się dla mnie ten bieg gdyby nie ok. 30 sekund straty na starcie i późniejsze nierówne tempo na pierwszych kilometrach. Z drugiej strony byłem zadowolony z tego biegu bo ewidentnie biegło mi się bardzo dobrze no i załapałem się na podium w klasyfikacji generalnej co nie zdarza się często.

Pozostawiając odczucia dotyczące mojego biegu na koniec może co nieco o rzeczach istotnych dla wszystkich. Na mecie otrzymałem przepiękny medal który prezentuję na zdjęciach poniżej. Trasa była bardzo dobrze zabezpieczona, ludzie dopingowali a organizatorzy zachęcali do szybszego biegu. Mocno uciążliwe było nieustanne mijanie dublowanych zawodników, gdyż bieg Marzanny przebiegał na 3,5km pętli którą trzeba było pokonać 6 krotnie. Bieg ukończyło ponad 400 osób a praktycznie już na drugim okrążeniu rozpocząłem mijanie ludzi. Najbardziej uciążliwe było to na prostej wzdłuż Rudawy, gdzie chodnik nie jest za szeroki, a ludzie nie zawsze usuwali się na bok. Drugim mankamentem był brak oznakowania trasy co kilometr a jedynie co 5km. Po biegu, kiedy chciałem wziąć prysznic okazało się, że takowego niestety nie ma. Ja miałem do domu nie daleko ale Ci którzy wracali w daleką drogę powrotną mieli nie za ciekawie. Kolejnym i chyba największym minusem na jaki skarżyli się uczestnicy to wysokie wpisowe w stosunku do otrzymanego pakietu startowego. 35zł we wcześniejszej wpłacie i 55zł w dniu startu za otrzymany na mecie medal to stanowczo za mało, zwłaszcza że bieg nie blokował ruchu samochodów. Zabrakło chociażby jakichś ładnych koszulek ale to chyba wina braku odpowiednich sponsorów. No i mam mały żal do organizatorów, że za drugie miejsce nie otrzymałem żadnej statuetki, chociażby symbolicznej. Osobnym problemem pozostaje zamieszczenie wyników w internecie które nijak mają się do uzyskanych przez biegaczy wyników na biegu. Tu jednak nie należy winić za to organizatorów tylko firmę odpowiedzialną za pomiar czasu na biegu.

Pomimo wielu minusów jakie można przypisać temu biegowi mam nadzieję, że organizatorzy nie zrezygnują z organizacji tej imprezy w przyszłym roku. Jest to jeden z dogodniejszych terminów do biegania tego dystansu, zarówno jako biegu docelowego, jak i przetarcia przed kwietniowymi maratonami. Trasa biegu jest bardzo szybka i płaska. Niejedna osoba może pokusić się tam o poprawę swojego rekordu życiowego. Najpierw to jednak organizatorzy muszą poprawić swoje niedociągnięcia. Jestem przekonany, że kiedy się tak stanie to za rok biegacze pojawią się na krakowskich błoniach równie tłumnie co w tym roku. Może i mnie w końcu się uda poprawić swoją życiówkę.

comments