IV Rybnicki Księżycowy Półmaraton Nocny | PogoriaBiega.pl

IV Rybnicki Księżycowy Półmaraton Nocny

Ustalając swój plan startów na pierwszą połowę roku zadecydowałem, że punktem kulminacyjnym tego okresu będzie Półmaraton w Rybniku. To tu miałem sprawdzić, czy moje treningi dają pozytywne rezultaty. Po trasie Półmaratonu Rybnickiego biegłem już dwa lata temu. Co zapamiętałem z niej? Na pewno nie należy ona do łatwych, ponieważ nie ma tu praktycznie ani chwili płaskiego terenu. Nie mniej najbardziej zapamiętałem z tego startu atmosferę rybnickiego rynku, a także klimat biegania po mieście nocą. Szczerze mówiąc, w tym roku także tego oczekiwałem i się nie zawiodłem.

Ostatnie treningi przed półmaratonem przebiegły zgodnie z założeniami. Kontrolny start zaliczyłem tydzień przed półmaratonem. Chciałem na nim sprawdzić swoje możliwości, a także przede wszystkim przyzwyczaić swój organizm do biegania nocą. Sprawdzian wyszedł okazale i pewny siebie oczekiwałem dnia „sądu”. Niestety w piątek, dzień przed samym startem miałem dzień kryzysu. Straszliwa migrena przeszkadzała mi w normalnym funkcjonowaniu, a o bieganiu nie było nawet mowy. Po zażyciu kilku tabletek przeciwbólowych i przespaniu około 14 godzin doszedłem do siebie, jednak nie byłem pewny jak te problemy wpłyną na moją dyspozycję.

O 19:30 razem z Asią wyjechaliśmy do Rybnika. Droga zleciała bardzo szybko. W biurze zawodów spotkaliśmy resztę pogoriańskiej ekipy, by po chwili rozmów ponownie rozejść się w celu przedstartowych przygotowań. Po przebraniu się w stroje „wieczorowe” spotkaliśmy się wszyscy na pobliskim boisku by zrobić wspólne zdjęcie. W końcu nie często się zdarza by na zawodach było nas aż 13 osób. Jak Adam przed biegiem zauważył, tego wieczoru byliśmy najliczniejszą ekipą wśród wszystkich uczestników. Zdjęcia zrobiliśmy bardzo szybko, ponieważ komary gryzły niemiłosiernie. Po krótkiej sesji zdjęciowej oddaliłem się od reszty ekipy w celu wykonania ostatnich przedstartowych koncentracji. Ustawiłem się na starcie tuż za elitą ‒ no cóż, pozory trzeba sprawiać jak najdłużej 🙂

Wystrzał startera, konfetti w górę i biegniemy. Jak zawsze z początku wszyscy wyrywają ostro do przodu. Szukam dookoła Jaśka, który obiecał, że przebiegnie ze mną pierwszy kilometr, no ale w tych ciemnościach go nie zobaczyłem. Pewnie pobiegł do przodu i mnie wyprzedził – pomyślałem. Ja dalej spokojnie, ale równo. Jakieś 50 metrów przed sobą mam czołówkę kobiet, w której biegnie Rumunka, Polka i Kenijka. Pierwsze 3 km rundy prowadzą w większości w dół. Tempo utrzymuję w założonych 3:50÷3:55 minut na kilometr. Stopniowo wyprzedzam zawodników, którzy nie wytrzymują narzuconego tempa. Koło 6 km czołówkę kobiet mam już jakieś 10 metrów przed sobą. Spokojnie, równym tempem by nie zakwasić mięśni, dołączam do tej grupki. Z doświadczenia wiem, że czołówka kobiet biega równo, dlatego chwyciłem się ich na dłużej. Po około 500 metrach spojrzałem na zegarek – tempo 4:05. O nie! Za wolno! Zgodnie z zasadą dynamiki Newtona, była akcja jest i reakcja, czyli przyspieszenie. Wbiegam na ostatnią prostą, którą będę pokonywał jeszcze dwukrotnie. Patrzę na czas wyświetlony na mecie i widzę 27:40. Po szybkiej kalkulacji dochodzę do wniosku, że w takim tempie nie zrobię zamierzonego czasu. No cóż, trzeba się obudzić z letargu i zacząć walkę, która jak się okazało, trwała do samego końca.

Drugie okrążenie mija bez historii. Mijam kolejnych zawodników, ale i jestem mijany przez Rumunkę i Polkę, które kilka kilometrów temu zostawiłem za sobą. Drugą 7-kę biegnę w tempie około 27 minut, a więc już mocno i zgodnie z przedstartowymi założeniami. Na około 15 km doganiam Iwonkę, którą ciepło pozdrawiam. Za jakieś 500 metrów widzimy się z Juso. Widać było, że dziewczyny walczyły ze słabościami, ale brawa dla nich za to! Do końca przyspieszam, dublując kolejnych biegaczy. Jedni idą, drudzy biegną ‒ po prostu walczą ze sobą i z dystansem. Przebiegam ostatni raz przez rynek, gdzie gromkie brawa uskrzydlają mnie do jeszcze mocniejszego tempa. Dwa ostatnie kilometry pokonuję praktycznie na maksimum swoich możliwości. Wyprzedzam jeszcze na ostatnim kilometrze dwóch zawodników, wpadam na metę i już wiem, że zrealizowałem swoje założenia! Ostatnią rundę pokonałem najszybciej, bo poniżej 27 minut i złamałem 1 h 22 min. w półmaratonie, co było moim celem na ten bieg.

Po krótkim odpoczynku wracam na trasę ponieważ obiecałem Asi, że poprowadzę ją przez ostatnie kilometry. Pozdrawiam Marka, Pawła, ponownie Juso i Michała. Przy 20 km widzę biegnącą Asię. Jest w grupce razem z Olą. Mobilizuję Asię do mocniejszego biegu, tempo oscyluje w granicach 4:20. Jest na tyle szybko, by wyprzedzić wiele osób, między innymi Michała. Asia wbiega na metę z czasem ciut powyżej 1godz. i 40 minut. Jak się później okazało, czas oficjalny (netto) jest jeszcze lepszy i Asia łamie 100 minut w półmaratonie. Rewelacja! Za Asią wpada na metę Michał i Ola, która także ustanawia życiówkę. Po kilku minutach oddechu idziemy z Asią jeszcze trochę potruchtać i porozciągać mięśnie. Po przebraniu się wróciliśmy na halę, gdzie z resztą ekipy oczekiwaliśmy na ceremonię wręczenia nagród. Po wywieszeniu wyników okazało się, że Ola dostanie nagrodę za 1 miejsce w kategorii K20, Asia za 3 miejsce w K30, a ja skromnie za 8 miejsce w M20.

Półmaraton w Rybniku jest to impreza, którą mogę każdemu polecić. Organizacja jest na wysokim poziomie, niczego tu nie brakuje. Chyba jest to jedyny bieg, w którym w każdej kategorii wiekowej honorowane jest 10 pierwszych miejsc. Niesamowitym plusem tego biegu jest również jego klimat. Bieganie w nocy ma swój jedyny, niepowtarzalny urok. Ciężko opisać słowami, co człowiek czuje w takiej chwili, dlatego musicie tu wystartować by przeżyć to, co trzynastu Pogorian tej nocy.

A oto nasze kompletne wyniki:

24. Bednarz Jakub 1:21:39
122. Paweł Niedbał 1:34:40
202. Joanna Grzegórzko 1:39:54
212. Ptak Michał 1:40:20
216. Kłeczek Aleksandra 1:40:39
228. Polko Adam 1:41:15
402. Pinkosz Jan 1:50:10
404. Grzegorz Grochowski 1:50:15
533. Stefaniak Andrzej 1:57:23
696. Kruczek Monika 2:13:02
719. Prymas Marek 2:17:23
761. Stefaniak Justyna 2:36:14
768. Zuba Iwona 2:50:13

Jakub Bednarz

comments