Górski Folklor, czyli XXII Bieg Legionów – 05.11.2011 | PogoriaBiega.pl

Górski Folklor, czyli XXII Bieg Legionów – 05.11.2011

Po jakże udanym starcie w Poznańskim Maratonie, czas było zaplanować kolejne starty w kończącym się już pomału sezonie biegowym. Los padł na Bieg Legionów w Ustroniu. Po zapisaniu się na bieg i opłaceniu startowego nadszedł czas na oczekiwanie dnia startu. W sobotni poranek razem z Mirkiem i Agą udaliśmy się do Ustronia. Mirek po przegapieniu terminu zapisów jechał do Ustronia z misją odbycia górskiego treningu. W trakcie podróży natchnieni górską atmosferą razem z Mirkiem ustaliliśmy, że stworzymy na Bieg Rzeźnika w 2012 roku drużynę. Już się nie mogę doczekać! Ale teraz wróćmy do Biegu Legionów. Po dojechaniu do Ustronia udaliśmy się do biura zawodów. W ostatniej chwili udało nam się zdąrzyć przed rosnącą kolejką. Niestety biuro zawodów mieści się w niewielkim budynku klubu sportowego Kuźnia i nie jest dostosowane do przyjęcia ponad 200 osób w szybkim czasie. Jak się później okazało ani mnie, ani Agi nie było na liście startowej przygotowanej przez organizatora. Na szczęście miałem przy sobie dowód wpłaty co szybko wyjaśniło nieporozumienie. Były także plusy – pomiar czasu w tym roku był realizowany za pomocą chipów, nie wiedzieć czemu działających tylko na lewej kostce. Reszta naszej Pogoriańskiej ekipy nie miała tyle szczęścia i wystali się w kolejce po numer startowy ok. 30 minut. W tym czasie z Agą byliśmy już na rozgrzewce. Mój plan na ten bieg był prosty – pobiec i uzyskać czas lepszy od zeszłorocznego. Ostanie przedstartowe szlify i czas na start. Ostatnie informacje od Pani organizator o zwrócenie uwagi na to by chip był na lewej nodze, szybkie odliczanie i wystrzał startera. Tradycyjnie wykonaliśmy jedno kółko wokół boiska i gdy już miałem wchodzić w zakręt zwróciłem uwagę, że biegniemy prosto przez główną bramę stadionu?! Wydaje mi się, że jest coś nie tak, ale może to ja się mylę i trasa została zmieniona. Nie mniej był zdziwiony pierwszy zawodnik, który zobaczywszy, że reszta czołówki biegnie prosto zakręcił i pobiegł z resztą. Po wybiegnięciu ze stadionu zorientowałem się że jednak miałem rację i źle pobiegliśmy. Wybiegliśmy na niezabezpieczoną trasę, gdzie musieliśmy przebiegać między przechodniami i jadącymi po drodze samochodami. Na szczęście nikomu nic się nie stało i po ok. 400 metrach wróciliśmy na prawidłową trasę. Po tej pomyłce jakoś ciśnienie ze mnie zeszło, ponieważ już nie mogłem poprawić zeszłorocznego czasu dlatego postanowiłem pobiec mocno i równo jednak bez nadmiernego rwania tempa. Pierwsza połowa dystansu przebiegała w dół Wisły (prowadziła lekko w dół) wraz z bardzo mocnym wiatrem w plecy. Jednak wiedziałem, że druga połowa dystansu będzie trudniejsza, dlatego nie porywałem się na bardzo mocne tempo, bo wiedziałem, że to może się zemścić. Większość trasy przebiegała po terenach znanych bardziej z biegów przełajowych, niż ulicznych. Po nawrocie tak jak się spodziewałem było ciężej. Silny wiatr przeszkadzał i tempo trochę spadło. Jednak jak się okazało zachowałem więcej sił niż inni. Po nawrocie mimo straty ok. 20 sekund do poprzedzającej mnie grupy biegaczy udało się wyprzedzić dwóch zawodników. Jako prawdziwy dżentelmen dałem się tylko wyprzedzić Ani Celińskiej, która wygrała kategorię kobiet J. Ostatni kilometr po wybiegnięciu z lasu był najcięższy ponieważ na tym fragmencie już nas nic nie osłaniało od wiatru. Wbiegnięcie ponownie na stadion, jedno kółko i jestem na mecie. Po zatrzymaniu czasu zobaczyłem 38 minut 17 sekund. Tylko 14 sekund wolniej od życiówki, więc nie jest źle. Tym bardziej, że nie miałem strasznego ciśnienia na ten bieg. Jak się później okazało czas ten dał mi 16 miejsce w klasyfikacji generalnej i 3 miejsce w kategorii wiekowej! Po wbiegnięciu na metę okazało się, że zawodnicy pomylili trasę, a co za tym idzie w tym roku wyszło 10 km – no cóż zawodnicy wzięli sobie w swoje ręce wydłużenie trasy do równego dystansu. Zdziwiło mnie jednak bardzo zachowanie organizatorów, którzy za pomylenie trasy obarczyli zawodników. A wystarczyłoby postawić w tym fragmencie jedną, lub dwie osoby i problem by zniknął. To samo przy nawrocie nikt nie stał. Z przodu stawki różnice zrobiły się już tak duże, że niektórzy mieli podczas biegu wątpliwości czy już na tym moście trzeba zawracać. Po dobiegnięciu do mety razem z Mirkiem, który już wrócił z Równicy pobiegliśmy na trasę by wspomóc w walce Agę i Jaśka, którzy mieli biec razem. Jak się później okazało Aga zostawiła Jaśka. Agę odholowaliśmy praktycznie do samej mety, przy okazji osłaniając Ją przed wiatrem. Tuż za Agą do mety dobiegł Jasiek. Po kilku sekundach pojawił się Andrzej i wszyscy wypatrywaliśmy Iwonę i Justynę. Minuty mijały, a ich nie było widać. W końcu na stadion wbiegła Justyna, która biegła z kontuzją. Każdy z nas wypatrywał Iwonki, która jak się okazało z powodu kontuzji musiała zejść z trasy na 6 km. Gdy już Iwonka do nas dotarła poszliśmy się przebrać i zaspokoić swoje pragnienie różnymi płynami. O godzinie 13 rozpoczęła się ceremonia wręczenia nagród w czasie której odebrałem nagrodę za 3 miejsce w kategorii. Było to super ukoronowanie moich tegorocznych postępów biegowych. Po ceremonii udaliśmy się na smaczne jedzenie, by w znakomitym towarzystwie spędzić sobotnie popołudnie.

Cóż napisać w podsumowaniu? Hm mam mieszane uczucia po tym biegu. Zająłem miejsce na podium, do mety dobiegłem w bardzo dobrym czasie, jednak przez te pomyłki i niedociągnięcia organizatorskie pozostał lekki niesmak. Jest to bieg pełen górskiego „polotu i folkloru” i już do tych pomyłek w tym miejscu trzeba się chyba przyzwyczaić. Nie mniej nie wiedzieć czemu człowiek za rok tam pojedzie by choć raz do roku pobiec w takiej pięknej górskiej scenerii.

Oto nasze wyniki:

16. Bednarz Jakub 38:17 – M20-29 3 miejsce
132. Nowak Agnieszka 50:07 – K20-34 8 miejsce
136. Pinkosz Jan 50:29 – M50-59 20 miejsce
144. Stefaniak Andrzej 51:31 – M30-39 45 miejsce
226. Stefaniak Justyna 1:10:00 – K20-34 21
comments