Bełchatowska Piętnastka – 19.11.2011 | PogoriaBiega.pl

Bełchatowska Piętnastka – 19.11.2011

Zgodnie z uzgodnieniami razem z Agą i Mirkiem udaliśmy się 19 listopada do Bełchatowa by wystartować w „Bełchatowskiej 15-tce”. Była to piętnasta edycja tego biegu. Bieg jest rozgrywany na dwóch pętlach różniących się nieznacznie od siebie. Trasa jest idealna do bicia rekordów na tym dystansie bo oprócz atestu posiada łatwą trasę – są na niej nieliczne lekkie podbiegi, a co za tym idzie zbiegi. Jednak nie są one na tyle trudne by wybijały z rytmu. Na miejsce dotarliśmy ponad dwie godziny przed startem. Biuro zawodów mieściło się w hali sportowej, gdzie na co dzień gra mistrz Polski w siatkówce Skra Bełchatów. Bełchatów jest miastem, gdzie inwestuje się w sport, ponieważ w dniu startu oprócz biegu rozgrywane były na hali Mistrzostwa Polski dziennikarzy w siatkówce, a także mecz Ekstraklasy naszej kochanej „skopanej”. Po odebraniu pakietów startowych pozostaliśmy na hali w oczekiwaniu na start. Aga miała nadzieję na poprawienie życiówki, a Mirek jako dobra dusza miał jej w tym pomóc. Ja natomiast liczyłem po cichu na dobry rezultat, ale sam nie wiedziałem na co mnie stać, ponieważ przed biegiem nie miałem zbyt dużo czasu na trening. Po przebraniu się w strój biegowy i oddaniu rzeczy do depozytu wyszliśmy w trójkę lekko potruchtać. Przed startem spotkaliśmy się ze Zbyszkiem Pierzynką, który w tym dniu nie biegł tylko asystował swoim podopiecznym. Zgodnie z zaleceniami Zbyszka miałem pobiec spokojnie, treningowo w dobrym tempie. Jednak trochę się nie posłuchałem sugestii i postanowiłem, że zacznę spokojnie i po kilku kilometrach zobaczę na co mnie stać.

Po starcie honorowym udaliśmy się na miejsce startu ostrego. Bieg ten był mocno obsadzony – czołówka biegaczy z Ukrainy, Litwy i innych krajów plus H. Szost. Po wystrzale startera pierwszy kilometr pobiegłem spokojnie w około 4 minuty. Biegło mi się strasznie lekko. Drugi kilometr, który prowadził lekko w dół pobiegłem już w około 3:35. Po tym kilometrze pomyślałem, że spróbuję pobić swoją życiówkę z Brzeszcz. Do samego końca walczyłem o jej pobicie – no cóż w tym roku tak to chyba musiało wyglądać. Poznań, grudniowy Rybnik też był tego dowodem. Po dobiegnięciu do mety tradycyjnie spojrzałem na stoper – udało mi się pobić życiówkę z zapasem ok. 20 sekund. Mój czas to 58 minut 31 sekund – dało mi to 43 miejsce w klasyfikacji OPEN. Po wbiegnięciu na metę odebrałem gratulację od Zbyszka, zamieniłem kilka słów z Ikusią, potruchtałem trochę i odebrałem depozyt. W międzyczasie Aga z Mirkiem wbiegli na metę. Aga nie miała w tym dniu sił na pobicie życiówki. Na jej usprawiedliwienie dodam, że biedaczka kilka dni przed starem oddała krew, co osłabiło ją strasznie. Mirek natomiast przybiegł do mety kilka minut wcześniej przed Agą. Po tym jak wszyscy się odświeżyli poszliśmy wspólnie coś przekąsić. Czas minął na wspólnych rozmowach – uwielbiam takie chwile gdy w grupce znajomych możemy bez problemu i zmartwień dnia powszedniego porozmawiać o różnych tematach. Po jedzeniu udaliśmy się ponownie pod halę, gdzie kończyło się losowanie nagród. Po tym udaliśmy się do auta, by spokojnie wrócić do domu. Był to wspaniale spędzony dzień w wspaniałym towarzystwie, w radosnej atmosferze, pełnej żartów i uśmiechów. Dodatkowo humor poprawiła mi oczywiście życiówka jak się okazało nie ostatni w tym roku, ale o tym kiedy indziej.

Oto nasze wyniki:
43. Bednarz Jakub – 58:31 – M20 16 miejsce
227. Dyk Mirek – 1:12:47 – M30 80 miejsce
293. Nowak Agnieszka – 1:18:23 – K30 9 miejsce

comments